czwartek, 29 stycznia 2009

Spokój i relaks...

Kto zgadnie jak nazywa się oddział greckiego Eurobanku? Zgadza się to... Polbank - bank, który od ostatnich kilku miesięcy bardzo często pojawia się w mediach, reklamując produkty, które kojarzą się ze spokojem, relaksem, elastyczną formą spłat itd. Otóż tak sielankowo nie jest...

Ostatnio doszliśmy do wniosku, że chcielibyśmy, aby nasze oszczędności zaczęły pracować. W ten oto sposób zaczęliśmy przeglądać "oferty pracy" dla naszych pieniędzy. Na wstępie odrzuciliśmy wszelkiego rodzaju fundusze inwestycyjne i inwestowanie na giełdzie. W dzisiejszych czasach ulokowanie w ten sposób naszych funduszy można byłoby porównać do zatrudnienia ich w Biedronce. Jak się potem okazało lokaty także nas w żaden sposób do siebie nie przekonały. Już nie pamiętam dlaczego, no ale jak mówię to wiem :-). W ten oto sposób skupiliśmy się tylko na kontach oszczędnościowych. Okazało się, że każdy bank bardzo chętnie wydzierżawi nam miejsce w swoim skarbcu, na lepszych lub gorszych warunkach. Niestety tych drugich jest więcej. I tak okazało się, że słynne 8,5% jednego z banków obowiązuję tylko do końca promocji, czyli przez 7 dni, po czym oprocentowanie spada do 3,5%. Jakby tego było mało kapitalizacja odbywa się kwartalnie. Ogólnie kwestia naliczania odsetek nie była poruszana przez żadnego doradcę, podobnie jest z oprocentowaniem - żaden przedstawiciel podczas rozmowy nie dodawał, że oprocentowanie jest w skali roku. Na pewno dla większości jest to oczywistą oczywistością :-) i nikt Wam nie musi o tym mówić, ale postawcie się w sytuacji osób, które nie za bardzo się w tym orientują. Zastanawiam się, czy ukrywanie takich informacji nie jest działaniem celowym. Pozostawiam tą sprawę otwartą...

Kolejne banki, które odwiedziliśmy także nie potrafiły sprostać naszym niewygórowanym oczekiwaniom:
  • chcieliśmy oprocentowania >= 6%,
  • obsługi przez internet,
  • miesięcznej kapitalizacji,
  • możliwości wpłaty i wypłaty pieniędzy bez żadnych konsekwencji (zabrania odsetek, pobrania prowizji itd.).
Okazało się, że jedynym bankiem, który to zapewnia jest właśnie Polbank. Po rozmowie z doradcą podpisaliśmy umowę i od tej pory nasze życie miało się stać spokojniejsze, mieliśmy być bardziej zrelaksowani itd. Tak było, aż do powrotu do domu :-). Wtedy postanowiłem sprawdzić jak działa obsługa konta przez internet...

Wszedłem na stronę banku, kliknąłem na odpowiedni link i pierwsze co ujrzałem to komunikat:

który nie ukrywam troszeczkę mnie zaniepokoił. Zaniepokoił, nie dlatego, bo nie lubię Internet Explorera, a w ten sposób jestem zmuszony do jego korzystania, tylko dlatego, że w tym samym czasie na stronach Inteligo pojawił się komunikat o poważnej luce w jej zabezpieczeniach. Chyba nie muszę dodawać, że w umowie, którą podpisywaliśmy, nie było ani słowa o tym, że muszę mieć określony system operacyjny oraz przeglądarkę. Tak więc jeżeli korzystasz z Linuxa to masz problem :-).

Powstaje pytanie, dlaczego Polbank narzuca swoim klientom korzystanie z tej przeglądarki? Otóż sprawa jest banalna, aby realizować przelewy z konta oszczędnościowego należy zainstalować certyfikat w IE. Ręka do góry, kto potrafi to zrobić, bez wczytywania się w obszerny poradnik użytkownika. Najciekawsze jest to, że użytkownik może pobrać tylko dwa takie certyfikaty, więc należy dobrze się zastanowić czy chcesz robić przelewy na dwóch komputerach w domu, czy może na jednym w domu i drugim w pracy. A co jak pojadę na wakacje i zapomnę laptopa? Trudna decyzja, prawda? Wspominałem coś o obsłudze konta przez internet w telefonie komórkowym? Jasne, że nie. Polbank nie oferuje takiej funkcjonalności :-).

Kolejną sprawą, o której można się nieźle rozpisać jest ergonomia tego systemu. Wyobraź sobie, że przez przypadek klikniesz w niewłaściwą opcję w bocznym menu. Pojawia się komunikat z dwoma przyciskami - OK i Anuluj. Myślisz sobie kliknę "Anuluj" i wszystko będzie ok. Otóż nie. Polbank nie przewidział takiej sytuacji - anulowanie jakiejkolwiek operacji kończy się natychmiastowym zamknięciem okna, bez poprawnego wylogowania użytkownika. Pewnie myślicie sobie, że wystarczy się ponownie zalogować i wszystko będzie ok (oczywiście pełen relaks, w końcu jestem klientem Polbanku). Otóż kolejny błąd. Takie zamknięcie okna skutkuję tym, że nie wygasa sesja na serwerze baz danych, czyli mówiąc po ludzku, dostęp do konta jest zablokowany przez kilkanaście minut.

Ostatnią ciekawostką jest fakt, że Polbank (pogrubienie celowe :-)) jako oddział greckiego banku podlega ochronie greckiego funduszu gwarancyjnego
Hellenic Deposit Guarantee Fund (HDGF), o czym również nikt nie raczył nas poinformować, no chyba, że bank uważa, że mała tabliczka na ścianie jest zupełnie wystarczająca. Jednak tą wpadkę jestem im w stanie wybaczyć, ponieważ HDGF daje lepsze warunki zabezpieczeń niż polski Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BGF) i w przypadku, gdyby wydarzyło się coś nieoczekiwanego teoretycznie nie ma się czego obawiać. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli tego sprawdzać w praktyce.

Pozdrawiam


niedziela, 25 stycznia 2009

Sosnowiec...

Kto z Was chciałby zarabiać 280 zł na godzinę? Przypuszczam, że każdy. Gdybym jednak zapytał się, kto chciałby taką samą kwotę tracić w 60 minut, z pewnością nikt by się na to nie zgodził. Otóż mam dla Was złą wiadomość. Jeżeli chcecie wziąć ślub, a Ty lub Twoja narzeczona kupuje suknię ślubną w dowolnym z wrocławskich salonów, tyle właśnie będzie kosztować godzina zabawy w tej kreacji. Przeciętny koszt sukien we Wrocławiu to 2200-3000 zł. Licząc, że panna młoda będzie w niej ok 10 godzin, bo według tradycji (nie wnikam jakiej), o 24:00 musi się przebrać, wychodzi na to, że godzina zabawy kosztuje właśnie 220 - 300 zł. Całkiem sporo.

Kwestię sukni ślubnej w naszym przypadku zostawiłem mojej narzeczonej. Zrobiłem to z dwóch powodów. Po pierwsze kompletnie się na tym nie znam, co jest raczej zrozumiałe, a po drugie chcę, aby ta kreacja była niespodzianką, którą odkryję dopiero w dniu ślubu (tak jakbym miał wtedy zbyt mało wrażeń :-)). Na szczęście (dla naszego ślubnego funduszu :-)) i nieszczęście dla mojej narzeczonej, we Wrocławiu nie ma sukni, która spełniałaby wyśrubowane wymagania Agi :-).

Przez ostatni miesiąc słyszałem o kilku pomysłach zdobycia tej sukni. Miała być sprowadzona z USA, bądź z Europy, a nawet uszyta w Chinach (poważnie :-)). Lecz dzisiejszy pomysł przebił wszystkie poprzednie. Okazało się bowiem, że suknia marzeń Agusi znajduje się w... Sosnowcu:-). Tak więc w najbliższym czasie czeka mnie wyprawa na Górny Śląsk, a co najgorsze przez najbliższe 9 miesięcy pojawię się tam minimum trzykrotnie :-) - na konsultacje, przymiarki i odebranie :-). Mam nadzieję, że jest tam coś do zwiedzania.

Co ciekawe ostatnio doszedłem do wniosku, że robimy sobie za mało wycieczek. Nie spodziewałem się jednak, że Aga weźmie sobie tak to do serca :-).

Pozdrawiam

PS. Na empik.com nie ma żadnego przewodnika po Sosnowcu :-(.

sobota, 24 stycznia 2009

Mój pierwszy raz...

No i udało się. W końcu powstał post na moim własnym blogu, co oznacza, że zaczynam realizować plan, który zrodził się w mojej głowie jakiś czas temu. Nie wiem ile wpisów będzie się na nim znajdować i z jaką częstotliwością będą się pojawiały (na pewno nieczęsto patrząc na tempo powstawania pierwszego :-)) . Jedyne co wiem, jest to, o czym chciałbym tutaj pisać.

Obecnie przechodzę bardzo trudny okres dla większości facetów, a mianowicie okres przygotowań do... ślubu :-). Właśnie to wydarzenie oraz wszystko co z nim związane będzie najczęstszym tematem wpisów na tym blogu (przynajmniej do 12 września 2009 roku :-)). Oczywiście nie będzie to poradnik dla par, które chciałyby się pobrać. Nie będę opisywał jak krok po kroku dojść do ślubnego kobierca i co najważniejsze, żeby stamtąd nie uciec. Postaram się opisywać wszystkie irracjonalne sytuacje, z którymi z pewnością będziemy mieli do czynienia przez te 9 miesięcy (nie mylić z TYMI 9 miesiącami :-)). Oczywiście, żeby nie być monotematyczny (czyt. ślubnotematyczny) będę starał się także opisywać rzeczy, wydarzenia z innych dziedzin życia, które mnie zaciekawiły, zdziwiły bądź wkurzyły :-).

Mam nadzieję, że sprostam wyzwaniu i uda mi się w ciekawy sposób to wszystko przedstawić. Liczę, że znajdą się osoby, które będą chętnie odwiedzać ten adres, a także na to, że choć ułamek z nich stanie się aktywnym uczestnikiem tego bloga.

Chciałbym jeszcze dodać, że zarówno ten post, jak również cały blog dedykuję mojej ukochanej narzeczonej Agnieszce, która (choć jeszcze tego nie wie :-)) będzie czuwała nad gramatyką i stylistyką wszystkich wpisów, które się tutaj pojawią :-P.

Pozdrawiam